Smakowite historie z gorzkim posłowiem
Czasami wystarczy jedno słowo w tytule, bym poczuła, że muszę sięgnąć po daną książkę. Gdy tym słowem jest „jedzenie”, moja ciekawość rośnie błyskawicznie. Tak trafiłam na tę publikację – zbiór opowieści o produktach, które kocham i które na stałe zagościły w mojej kuchni.
Pasja do odkrywania smaków
Od pierwszych stron czuć, że autor dzieli ze mną pasję do rozumienia tego, co kładziemy na talerzu. Książka jest napisana z dużą dbałością o szczegóły, a przytaczane rozmowy z ludźmi, którzy stoją za sukcesem konkretnych smaków, potrafią autentycznie wzruszyć. To przystępna, wręcz relaksująca lektura, którą czyta się z uśmiechem na ustach, śledząc fascynujące drogi, jakie pokonuje żywność, by trafić na światowe stoły.
Czego zabrakło na tym talerzu?
Niestety, mimo początkowego zachwytu, po zamknięciu książki poczułam pewien niedosyt, a nawet irytację. Autor przyjął bardzo optymistyczną, niemal naukową perspektywę, która całkowicie pomija „drugą stronę medalu”.
W dzisiejszym świecie nie da się pisać o globalnym transporcie żywności, udając, że nie ma on wpływu na:
- Lokalne gospodarki – które często zmieniają się nie do poznania pod wpływem popytu z Zachodu.
- Środowisko – ślad węglowy i eksploatacja zasobów są tu przemilczane.
- Ludzkie życie – losy osób mieszkających u źródła tych wszystkich smaków zostały tu zepchnięte na margines.
Werdykt
Brak wielowymiarowości sprawił, że książka wydała mi się nieco naiwna, a przez to – krótkowzroczna. Choć doceniam dbałość o fakty produktowe, to odcięcie się od kontekstu społecznego sprawia, że tracę zaufanie do autora jako do rzetelnego obserwatora świata. To smaczna lektura, ale podana w sposób tak sterylny, że aż mało wiarygodny.


