Zakładki pełne złości, czy to jest możliwe? Tak, gdy książka starzeje się tak źle, że aż staje się fascynująca
Bywają książki, przez które płyniemy, i takie, które musimy siłą przeciągnąć przez własną wrażliwość. To jedna z nielicznych lektur w moim życiu, nad którą spędziłam tak wiele czasu, walcząc niemal o każdą przeczytaną stronę. Aby w ogóle dotrwać do końca, musiałam diametralnie zmienić swoje czytelnicze nastawienie. Przez pierwsze 150 stron próbowałam zrozumieć, po co w ogóle trzymam ten tekst w rękach. Nie potrafiłam odnaleźć żadnej nici porozumienia z autorem, aż w końcu postanowiłam: odrzucam oczekiwania, po prostu patrzę, co się wydarzy, a potem zamykam ten rozdział i idę dalej.
Znaczniki gniewu zamiast inspiracji
Ta kapitulacja wobec tekstu zmieniła jedną bardzo ważną rzecz, czyli mój sposób pracy z książką. Zazwyczaj używam kolorowych zakładek, by odznaczać fragmenty inspirujące, mądre i takie, do których chcę wracać w gorszych chwilach. Tym razem po raz pierwszy stworzyłam system zakładek negatywnych. Zaznaczałam to, co mnie potwornie drażniło, co było nielogiczne i budziło mój wewnętrzny sprzeciw.
Moje zakładki stawały się zapalnikami do mentalnej kłótni z autorem. Szczególny gniew poczułam przy fragmentach obnażających jego mizoginię, poprzez nazywanie kobiet „babsztylami” z jawnym podkreślaniem ich rzekomej ułomności było dla mnie, jako kobiety, po prostu niesmaczne. Brak szacunku do drugiego człowieka i usilne promowanie systemów politycznych, które na kartach historii udowodniły już swoje niszczycielskie działanie, sprawiały, że wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego to w ogóle zostało wydane.
Posłowie, które zmienia wszystko (ale nie wymazuje niesmaku)
Kiedy dobrnęłam do ostatniej strony z poczuciem ulgi i absolutnej niechęci do autora, natrafiłam na posłowie. I to był ten moment, w którym fabuła a właściwie kontekst książki sprawił potężny zwrot akcji. Dowiadujemy się z niego, jak i kiedy powstawało pierwsze wydanie. Książka ma ponad 50 lat.
Zrozumienie geopolitycznego i społecznego tła sprawiło, że elementy układanki wreszcie wskoczyły na swoje miejsca. Kiedy uświadomimy sobie ogrom zmian, jakie zaszły na świecie od tamtego czasu m.in. w podejściu do wolności, władzy czy ról społecznych to staje się jasne, dlaczego ten tekst tak potwornie źle się zestarzał. To, co czytałam z oburzeniem, dla autora żyjącego w ucisku tamtych lat było formą buntu. Nawet jeśli ten bunt był nieporadny, zamknięty w dziwnych poglądach i pełen oderwania od współczesnej logiki, był próbą odnalezienia się w mrocznej rzeczywistości.
Trudny werdykt co do oceny
Po zamknięciu książki moje uczucia pozostały mieszane. Nadal nie darzę autora sympatią i nie zgadzam się z jego hermetyczną, nieznoszącą sprzeciwu wizją świata. A jednak poczułam do niego specyficzny rodzaj żalu. Zobaczyłam człowieka, który desperacko pragnął przelać swoje przemyślenia na papier, będąc jednocześnie więźniem własnych, mocno ograniczonych czasów.
Polecenie tej książki nie jest proste. Jej styl jest ciężki, a autorytarny ton odrzuca. Jeśli jednak potraktujemy ją nie jako uniwersalny poradnik czy zbiór mądrości, ale jako historyczną kapsułę czasu i zapis umysłu uwięzionego w dawnych systemach ucisku to staje się ona niezwykle intrygującym, choć bolesnym studium przypadku.

📊 Informacje o książce:
- Tytuł: Egalitaryzm jako bunt przeciw ludzkiej naturze
- Autor: Murray Newton Rothbard
- Tłumaczenie: Krzysztof Węgrzecki
- Wydawnictwo: Freedom Publishing
- Gatunek: Nauki społeczne / Socjologia / Filozofia

