Rozmyty potencjał na 500 stronach. Recenzja thrillera „Sąsiadka” – Helene Flood
Wielkie oczekiwania po „Psychoterapeutce”
Kiedy cztery lata temu czytałam „Psychoterapeutkę” Helene Flood, byłam zachwycona. Autorka serwowała gęstą atmosferę, mrok i niepokojącą grę z percepcją czytelnika – wszystko to, czego szukam w wysokiej klasy thrillerze psychologicznym. Do lektury „Sąsiadki” siadałam więc z dużymi oczekiwaniami, licząc na kolejną wciągającą, bezkompromisową grę pozorów.
Niestety, powrót do prozy norweskiej autorki okazał się ogromnym rozczarowaniem.
Anatomia dłużyzny – dlaczego 500 stron zabiło dynamikę?
Trzeba oddać autorce, że potrafi budować wielowarstwowe tło obyczajowe. Flood ma skłonność do szczegółowych opisów i mnożenia wątków pobocznych, co w założeniu ma zbliżyć historię do prawdziwego, skomplikowanego życia. W „Sąsiadce” ten mechanizm zupełnie jednak zawiódł.
Zamiast budować napięcie, nagromadzenie pobocznych historii i dygresji sprawia wrażenie tekstu nieprzemyślanego:
- Wątki bez puenty: wiele opisów i sytuacji pojawia się w powieści bez wyraźnego celu, nie popychają akcji do przodu ani nie tłumaczą motywacji bohaterów.
- Brak tempa: konstrukcja licząca ponad 500 stron opiera się na zaledwie dwóch zwrotach akcji, jednym na samym początku i drugim na ostatnich 30–40 stronach.
- Znużenie czytelnika: środek powieści jest tak mocno rozmyty przez niepotrzebne rozmyślania bohaterki, że w pewnym momencie czytelnik traci zainteresowanie jej dalszym losem.
Niespójny portret psychologiczny bohaterki
Największy zarzut warsztatowy dotyczy jednak samej kreacji postaci. Główna bohaterka funkcjonuje w swoistej próżni – deklaruje chęć budowania relacji i działania dla innych, podczas gdy jej decyzje ujawniają głęboki egocentryzm. Obiecany w opisach wydawcy wątek kłamstw i manipulacji zostaje niemal w całości zamknięty w jej wewnętrznych monologach, przez co postać staje się odrealniona i męcząca.
Zamiast pogłębionego portretu psychologicznego otrzymujemy powierzchowność i chaotyczne motywacje, które trudno zinterpretować. Mimo że sam finałowy plot twist niesie ze sobą pewien potencjał i sugeruje, że bohaterów czeka piekło, rozwiązanie akcji następuje zbyt gwałtownie, by zrekompensować kilkaset stron nudy.
Werdykt
Dla kogo: Wyłącznie dla bardzo cierpliwych fanów powolnych dramatów obyczajowych z elementem tajemnicy.
Na co uważać: Jeśli szukasz dynamicznego thrillera z gęstą atmosferą, potężnymi zwrotami akcji i wyrazistymi bohaterami – ta książka mocno Cię rozczaruje.
⭐ Ocena: 1/5
💬 A jakie jest Twoje podejście do obyczajowych dygresji w thrillerach? Czy wielowątkowe, wolne tempo akcji na 500 stronach to dla Ciebie atut budujący klimat, czy – tak jak u mnie – zabójca napięcia i gatunkowej frajdy? Daj znać w komentarzu poniżej lub porozmawiajmy na moim profilu na Instagramie @matimajczyta!


