Zrób to sam w marketingu i pułapka gotowych promptów. Dlaczego solidny poradnik okazał się dla mnie rozczarowaniem?
Czytanie książek biznesowych to często stąpanie po kruchym lodzie. Z jednej strony szukamy innowacji i nieszablonowego podejścia, z drugiej strony autorzy nierzadko serwują nam sprawdzone, ale mocno wyeksploatowane już schematy. Kiedy sięgnęłam po tę pozycję, moje obawy pojawiły się już na pierwszych stronach. Teza sugerująca, że marketingu można nauczyć się w locie i że na początku drogi biznesowej warto zrezygnować z zatrudnienia specjalisty, wydała mi się wręcz niebezpieczna. Nie każdy właściciel firmy ma zacięcie analityczno-sprzedażowe, a oszczędności na tym polu bywają pozornym zyskiem.
Pigułka wiedzy dla człowieka-orkiestry
Z czasem jednak autor zdołał uśpić moją czujność. Książka została napisana z myślą o mikroprzedsiębiorcach i ludziach, którzy na starcie siłą rzeczy muszą być sterem, żeglarzem i okrętem. W tym kontekście samodzielne zgłębianie mechanizmów sprzedażowych nabiera sensu. Autor w bardzo przystępny i ustrukturyzowany sposób prowadzi czytelnika przez podstawy prowadzenia firmy. Tłumaczy, dlaczego zrozumienie potrzeb klienta jest kluczowe, w jaki sposób zaplanować lejek sprzedażowy i jak wykorzystać storytelling do budowania zaufania. Dla osoby, która nigdy wcześniej nie miała styczności z prowadzeniem biznesu, to bardzo komfortowe i łagodne wejście w temat.
Baza wiedzy, która zatrzymała się w czasie
Pomimo docenienia tej przystępności, lekturę kończyłam z poczuciem dużego rozczarowania. Wynika ono bezpośrednio z moich oczekiwań i faktu, że na co dzień pochłaniam ogromne ilości branżowych książek oraz raportów. Szukałam nowoczesnego ujęcia biznesu, a otrzymałam teorię, która jest z nami już dłużej. Sztandarowym przykładem jest tu oparcie strategii marketingowej na modelu 4P. To koncepcja, która powstała dobre pięćdziesiąt lat temu. Dzisiejszy świat opiera się na modelu 7P, a biorąc pod uwagę rozwój technologii, za moment będziemy potrzebować kolejnych wymiarów. Przekazywanie tak bazowej i nieco przestarzałej wiedzy sprawia, że książka traci na innowacyjności.
Iluzja ułatwień, czyli ślepa wiara w AI
Mój największy zarzut dotyczy jednak obszaru, która w założeniu miała być najnowocześniejsza, bo omawia wykorzystanie sztucznej inteligencji. Autor kładzie duży nacisk na wspieranie się narzędziami AI w komunikacji i sprzedaży. Problem polega na tym, że zachęca do używania gotowych promptów. Jako użytkowniczka tej technologii wiem, że ślepe kopiowanie komend rzadko przynosi pożądane rezultaty, bo ten sam prompt u każdego użytkownika zadziała nieco inaczej. Co gorsza, sztuczna inteligencja ma ogromną tendencję do halucynowania oraz zmyślania faktów w bardzo przekonujący sposób. Początkujący przedsiębiorca, któremu brakuje branżowego filtra, może tych błędów po prostu nie wychwycić, co w biznesie bywa katastrofalne w skutkach.
To książka pełna sprzeczności. Stanowi dobrą, solidną bazę dla absolutnych nowicjuszy, którzy chcą szybko zrozumieć architekturę tworzenia własnej firmy. Jeśli jednak posiadasz już podstawową wiedzę o handlu i szukasz rozwiązań na miarę współczesnych, dynamicznych rynków to ta lektura będzie dla ciebie jedynie powtórką z historii marketingu.

📊 Informacje o książce:
- Tytuł: Mała firma, silna marka. Jak zbudować wyróżniający się biznes
- Autor: Maciej Sznitowski
- Wydawnictwo: MT Biznes
- Gatunek: Biznes / Finanse / Marketing / Branding

